Szlak czterech schronisk – Kamieńczyk, Hala Szrenicka, Szrenica, Pod Łabskim Szczytem

Na co dzień nie chodzimy po górach – zostawiamy sobie to na wolne weekendy, których ostatnio jest jak na lekarstwo. Do tego ilość szlaków w naszych Karkonoszach jest ogromna, więc wybór nigdy nie jest prosty. Jednak ten szlak to punkt obowiązkowy – w końcu ile jest tras, na których w jednej prostej pętli spotkacie aż cztery schroniska, wodospad jak z pocztówki i widoki, które zapierają dech? Ja nie znam wielu, więc gdy w końcu trafił się wolny, zimowy weekend, nie było odwrotu – ruszyliśmy na tę perełkę Karkonoszy, tuż przy granicy Polski z Czechami.

Szlak w liczbach:

Dystans: 14,86km
Czas: 4 godziny
Poziom trudności: średni, nie wymaga żadnych specjalnych umiejętności

Początek szlaku – parking przy Wodospadzie Kamieńczyka

Nasza przygoda zaczyna się na parkingu przy Wodospadzie Kamieńczyka. Jest naprawdę spory, więc raczej nie będziecie walczyć o miejsce z innymi turystami. Zanim jednak ruszymy w trasę, napotykamy kilka drewnianych stoisk przy parkingu – można tam kupić zarówno pamiątki, jak i rzeczy, które mogą się okazać niezbędne, szczególnie dla zapominalskich. Zimą może to być np. para raczków albo kijki trekkingowe.

Wodospad Kamieńczyka – zimowa magia lodu

Ruszamy czerwonym szlakiem i po dosłownie kilku minutach docieramy do Wodospadu Kamieńczyka. Pewnie stąd też nazwa parkingu, na którym zostawiliśmy auto 😉.

Nie zrobiłem wcześniej większego researchu o tym miejscu i może właśnie dlatego było dla mnie sporym zaskoczeniem. Najpierw obowiązkowy kask ochronny (wypożyczany przy kasie, bez dodatkowych opłat) – nie dlatego, że czeka nas grotołażenie po jaskiniach, ale dla bezpieczeństwa przy przejściu w bliskim sąsiedztwie skalnych nawisów.

Następnie krótkie i stosunkowo strome zejście schodkami, framgent metalowej kładki, przypominającej słoweńskie wąwozy i docieramy do wodospadu. Pokryty grubą warstwą lodu, pod którą słychać szeleszczący strumień wody, wygląda jak rzeźba z bajki, a w zimowym świetle tworzy widok, który aż prosi się o miejsce na Instagramie. Po kilku minutach wracamy tą samą trasą, oddajemy kaski i ruszamy w dalszą drogę.

Schronisko Kamieńczyk – małe, ale klimatyczne

Choć nie jest to duże schronisko PTTK, zdecydowanie warto tu zajrzeć. Pierwotnie funkcjonowało jako buda pasterska, z czasem jednak stało się miejscem odpoczynku dla turystów zdobywających nasze karkonoskie szlaki. Dziś oferuje ciepłe posiłki, noclegi oraz niezwykły klimat, jednak nie korzystamy z dóbr schroniska – robimy szybki postój, jemy kanapki, łapiemy kilka łyków gorącej herbaty i ruszamy dalej.

Wspinaczka do Schroniska na Hali Szrenickiej

Przed nami najtrudniejszy odcinek dnia – długa, jednostajna droga pod górę. Samo przewyższenie nie jest może wysiłkiem nie do zniesienia, ale monotonia trasy daje się we znaki. Na szczęście to, dokąd wiedzie, wynagradza wszystko z nawiązką.

Schronisko na Hali Szrenickiej – czas na regenerację

Drugie schronisko i pierwsze z logo PTTK. Tu zatrzymujemy się na dłużej, żeby skorzystać z oferty gastronomicznej, która zaskakuje mnie swoją złożonością.

To też uświadamia mi, jak bardzo zmieniły się schroniska w ciągu ostatnich lat. Kiedyś spodziewałem się co najwyżej bigosu i herbaty, a teraz? Spędziliśmy dobre kilka minut na tym, żeby wybrać interesujące nas dania (które swoją drogą okazały się naprawdę smaczne). No cóż – ostatni raz regularnie chodziłem po górach 20 lat temu jako dziecko, prowadzone po tatrzańskich szlakach przez rodziców. Dobrze jest wrócić – góry może inne, jednak zdecydowanie nie jest to zmiana na minus.

Samo schronisko budzi we mnie bardzo przyjemne uczucie: na zewnątrz wiatr i śnieg, my w cieple, z herbatą w ręku, otoczeni innymi turystami, którzy dopiero co walczyli z żywiołem. Trochę jak pionierzy na biegunie. Dobra, poniosło mnie – czas ruszać dalej!

Schronisko Szrenica – górująca legenda

Po przyjemnym odcinku szlaku przez zaśnieżone polany, trafiamy pod Schronisko Szrenica.

Nie planujemy tu jednak zatrzymać się ani na chwilę jako, że dosłownie przed chwilą odpoczywaliśmy na Hali. Trzeba jednak przyznać – ten legendarny już budynek znajdujący się na szczycie góry przyciąga wzrok 🙂 Jak już mówiłem, tym razem nie robiłem researchu dotyczącego tego szlaku, choć nie jest to moim zwyczajem – zwykle poświęcam przynajmniej kilka wieczorów na szukaniu ciekawostek w okolicy, charakterystyki atrakcji itd. Teraz jednak nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądać droga do kolejnego punktu. Po prostu szedłem i podziwiałem to, co widzę.

Trzy Świnki i zaskakujące widoki

Będąc w okolicy Szrenicy, nie da się przeoczyć świnek. Są ogromne, wręcz monumentalne i… granitowe. Te dochodzące do 8 metrów wysokości formacje skalne wyglądają niczym brama prowadząca do innego świata. Tym lepiej, że aby przejść naszym szlakiem, musimy przez tę bramę przejść.

Dalej czeka nas fragment szlaku zielonego, który w zimowych warunkach jest prawie niewidoczny – gdyby nie wbite tyczki, moglibyśmy iść na ślepo. Trasa robi się nieco trudniejsza, ale za to satysfakcjonująca.

Schronisko Pod Łabskim Szczytem i spokojny powrót

To schronisko znamy już dobrze – odwiedziliśmy je jesienią. Teraz jest mniej turystów, co tylko dodaje uroku. Robimy kilka zdjęć, łyk herbaty z termosa i ruszamy dalej.

Okazało się, że całkiem przypadkowo szlak ułożył się idealnie zgodnie z tym, jak lubię zwiedzać góry. Początkowe trudniejsze odcinki, gwarantujące w pewnych momentach spektakularne widoki, zwieńczone są spokojnym zejściem i łagodnym zakończeniem tej przemiłej wyprawy.

Do zobaczenia jak najszybciej!

Nie pochodzę z Dolnego Śląska, ale mieszkam tu od lat. Dopiero niedawno odkryłem magię Karkonoszy i teraz nie mogę się doczekać kolejnych wędrówek. Jednak nasze województwo to nie tylko góry – czas odkrywać inne jego tajemnice.

Do zobaczenia wkrótce! 😊

Dodaj komentarz

Jestem Kuba

Pokazuję Dolny Śląsk moimi oczami.
Jeśli lubisz odkrywać ciekawe miejsca, to jest miejsce dla Ciebie. Zapraszam na wspólną podróż po najfajniejszych zakątkach regionu!